Kategorie
Wszystkie wpisy

Dlaczego chciałabym być akceptowana, nie tolerowana

Sytuacja całkiem nowa, chociaż wydaje się, że to było wieki temu i w innym świecie, w którym można było swobodnie podróżować.

Pociąg. Siadam w przedziale dla osób z niepełnosprawnościami, gdzie już siedzi pan. Pan, który uznał, że dobrym sposobem na rozpoczęcie rozmowy będzie stwierdzenie, że on toleruje osoby takie jak ja. Bardzo mnie to zaskoczyło. Poczułam się gorsza. On też był ze mną w tym przedziale. I zupełnie nieprzypadkowo. Też był niepełnosprawny, ale nie jakoś znacznie, więc dało się to zobaczyć, ale mogło nie rzucać się od razu w oczy. Mimo że oboje żyjemy z niepełnosprawnością, to odciął się ode mnie. Już na wejściu podzielił świat na „my” i „oni”, stawiając siebie po przeciwnej do mnie stronie.

Dlatego nie lubię tolerancji. Człowiek jedynie tolerancyjny postrzega odmiennych ludzi i ich świat jako opozycję wobec siebie i swojego świata. Taki podział naturalnie zakłada też, że to, co moje jest lepsze, wartościowsze i bardziej uprawnione do istnienia. A kiedy mówimy o akceptacji, to osoba akceptująca postrzega świat jako całość, do której należy na równi – i na identycznych prawach– z innymi. Do tego ma też przekonanie, że człowiek u swojej podstawy, w samej istocie, ma takie same pragnienia. Wszyscy, będąc ludźmi, dążymy do tego samego: szczęścia, miłości, spełnienia, samorealizacji. Tylko drogi do tego wybieramy różne. Osoba akceptująca wie, że to jest w porządku. Inność nie wzbudza w niej lęku, tylko ciekawość.

Tolerować to można gorąco w hostelu bez klimatyzacji, jeżeli postanowiłeś się, że pojedziesz na wakacje po taniości. Trudno je znieść, ledwo wytrzymujesz. Chętnie wtarłbyś ze złości pot we wszystkie powierzchnie. Ale jesteś dorosły i już wiesz, że nie masz wpływu na wszystko, czasem coś ci będzie nie pasować. Nie zawsze sam możesz decydować.

Tylko że ja nie zrobiłam absolutnie nic, żeby uprzykrzyć życie temu Panu. Żeby musiał mnie znosićledwo zdążyłam wejść do przedziału. Jednak on już uznał siebie za bohatera.

Jednocześnie próbuję go zrozumieć. To, co związane jest z innością, to też poczucie zagrożenia. Jeśli coś jest nieznane, jest też nieprzewidywalne, może okazać się niebezpieczne. Dlatego znacznie łatwiej nam dostrzec różnice i to, co nas dzieli. Bo szybka reakcja, np. ucieczki, może okazać się kluczowa dla przetrwania. Mimo że podobieństwa między ludźmi są czasem takie oczywiste (tu: niepełnosprawność). I jest ich znacznie więcej niż różnic.

Dlatego proponuję zamienić tę popularną zabawę „znajdź 3 różnice”, na „znajdź 3 podobieństwa”. Można trenować na ludziach na ulicy. Szukać tego, co może nas łączyć. Z czasem powinno przychodzić to z coraz większą łatwością.

Takie komentarze, jak ten pana, bolą też dlatego, że ja nie miałam absolutnie żadnego wpływu na to, jaka się urodziłam. A teraz mam raczej ograniczony wpływ na to, jak się poruszam. Tolerować lub nie można w człowieku coś, co jest wynikiem jego decyzji i wyborów (chociaż i te nie są w pełni wolne, wpływają na nas inni ludzie i środowisko). Dlatego spokojnie możesz mi powiedzieć, że nie tolerujesz tego, że jestem niewierząca. I odejść. Bo wiara może być dla ciebie tak ważna, że stanowi trzon ciebie, twoich wyborów. Stąd, możesz postrzegać mnie jako zagrożenie dla tego, kim jesteś. Chociaż nie jestem. Nie mam pewności, czy za 10 lat nie pójdę z tobą na czuwanie. Zresztą, już teraz mogę iść, jeżeli to dla ciebie ważne, a ty jesteś ważny dla mnie.

Jednocześnie wiem, że nie można tolerować i akceptować wszystkiego. Tolerancja kończy się tam, gdzie zaczyna zło i krzywda drugiego człowieka. Tylko że wiele osób z góry – i bez sprawdzania – zakłada, że ktoś jest zły. Poznanie i zrozumienie wymaga wysiłku, a osądy na podstawie powierzchowności przychodzą same, automatycznie.

Nie próbuję, absolutnie, się tu wybielać, sprawiać wrażenia oświeconego buddy i mówić, że to ludzie są źli i powinni się zmienić, a ja taka jedyna dobra.

Wiem, że potencjał nietolerancji jest w każdym z nas. Potrzeba narzucania innym własnego obrazu świata jest na ogół silna: chcemy, by wszyscy wierzyli w to samo, co my i postępowali w ten sam sposób. Wtedy uzyskujemy potwierdzenie swoich poglądów i wizji, a przez to dobrze się ze sobą czujemy. Nie musimy niczego zmieniać czy weryfikować w sobie. Taka bezpieczna bańka.

Poza tym, bark akceptacji siebie i swoich warunków życia: trudna praca, problemy w relacji, itd. oraz związana z tym frustracja i rozżalenie, wpływa też na brak akceptacji drugiego człowieka. Z tego powodu, ja się nigdy nie czuję bezpiecznie. Wiem, że w zależności od warunków, mogę się znaleźć po tej ciemnej stronie. I zacząć, np. hejtować. Ostatnio odkryłam komentowanie jako taki barometr, mierzący moje ciśnienie w środku, w Beti. To, że piszę wolno, zostawia wiele czasu na zastanowienie się. Działa to tak, że kiedy już-już zaczynam wbijać komuś szpilę, nawet delikatnie: być jakoś ironiczna czy sarkastyczna, to pytam siebie: dlaczego chcesz to napisać? Co takiego trudnego czujesz, że potrzebujesz w ten sposób zareagować. Działa cuda. Polecam i pozdrawiam – Beti.

Beata Ebert

Autor: Beata Ebert

Mówią mi Beti, ale to niewiele mówi. „Gleba” byłaby ksywą znaczącą. Bo jakoś tak silnie ciągnie mnie do ziemi i trudno mi utrzymać pion. Często sprawdzam, czy chodnik jest właściwie wypoziomowany. Kiedy dopuszczą konkurencję sportową: bicie głową o glebę, zdobędę medal. Z ziemniaka.
Możesz zobaczyć mnie, jak trzymam klasę, klęczącą przed drzwiami, lodówką, śmietnikiem czy kasą.

Lubię składać słowa i stykać znaczenia. Nieumiejętność liczenia zmusza mnie do płacenia kartą.

Każde wyjście to dla mnie wyprawa. Do dżungli. W nocy. Bez maczety. Z chińskim przewodnikiem.

Nie pójdę do nieba, bo boję się schodów i wysokości. Winda akurat będzie pewnie w naprawie. Mogę smażyć się w piekle. Ale tylko na głębokim oleju. I jeżeli obok będzie smażyć się karkóweczka.

Gdybym powiedziała, że nie biegam, skłamałaby: nigdy nawet nie biegłam. Ale mówię biegle. Po pongielskiemu.

Jeśli chcesz mnie lepiej poznać, zatrzymaj się albo idź obok mnie. Nie wyprzedzaj, bo nie zdołam Cię dogonić. Nie idź też za mną, bo oboje się zgubimy. Możesz mnie czasem podwieźć. Ale nie zawieść ani zwodzić.

Jeśli chcesz pokazać mi, że mnie lubisz, daj mi swój czas. Nie próbuj pomóc, próbuj zrozumieć. I bądź cierpliwy.

Kojarzysz taką nalepkę na paczkach i przesyłkach: „Uwaga, szkło!”? Ja powinnam nosić taką z napisem: „Uwaga, czujący człowiek!.” Przez to proszę, zostaw ostre słowa, uszczypliwe komentarze i szpile przed wejściem na ten blog, a wszystkim nam będzie tu dobrze i bezpiecznie.

2 odpowiedzi na “Dlaczego chciałabym być akceptowana, nie tolerowana”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *