Kategorie
Wszystkie wpisy

O superprojektach, zaniedbywanych potrzebach osób z niepełnosprawnościami i błędach w myśleniu mówi Dawid Ścigała – psycholog i asystent osób z niepełnosprawnościami

Beata Ebert: Powiesz, jak się nazywasz, przedstawisz się?

Dawid Ścigała: Jasne. Nazywam się Dawid Ścigała, jestem psychologiem klinicznym. Aktualnie przechodzę kurs psychoterapii na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi, nazywa się „Psychoterapia ze szczególnym uwzględnieniem aspektów klinicznych”. Na co dzień pracuję z osobami z niepełnosprawnościami. Jestem również ich asystentem. W przeciągu miesiąca-dwóch dojdą jeszcze nowe rzeczy, ale nie chcę zapeszać. Sytuacja jest dynamiczna.

Jak się zaczęła twoja współpraca z osobami z niepełnosprawnościami?

W sumie zaczęło się od studiów. W grupie miałem koleżankę, która była asystentką osób z niepełnosprawnościami. Mamy bardzo dobry kontakt. Ona mnie do tego zainspirowała. I kiedy na studiach trzeba było odbyć praktyki, zgłosiłem się do prężnie działającego w mojej miejscowości stowarzyszenia dla osób z niepełnosprawnościami. [Stowarzyszenie Integracyjne „Klub Otwartych Serc” w Wieruszowie].

Zacząłem jako praktykant, później zostałem wolontariuszem. Myślę, że nie opuszczę tego miejsca bardzo długo, bo daje mi mnóstwo energii i poczucie spełnienia.

A pamiętasz swój pierwszy kontakt z niepełnosprawnością? Miałeś jakieś obawy, zastanawiałeś się, jak należy się zachować?

Było to dla mnie naturalne. Od zerówki przez szkołę podstawową i gimnazjum, w sumie jakieś 12-13 lat, byłem w klasie z chłopcem z MPD. Pamiętam taką sytuację, kiedy pojechaliśmy do niego pograć w piłkę, akurat wtedy był po operacji, chcieliśmy mu robić niespodziankę, a wiedzieliśmy, że jest miłośnikiem piłki nożnej. Później też miałem kontakt z osobami niepełnosprawnymi. Nigdy nie czułem żadnego oporu ani dyskomfortu. Było to dla mnie coś naturalnego. Szczerze? Czuję się nawet lepiej wśród osób z niepełnosprawnościami niż w jakimś innym środowisku

Jak myślisz, z czego to wynika?

Chyba z ich życzliwości i serdeczności. Lepiej się z nimi dogaduję.

Jak wyglądał dzisiaj twój dzień pracy?

Zmienia się trochę w moim życiu. Rezygnuję z pracy, która zajmowała mi do tej pory najwięcej czasu, ale dzisiaj od 8 do 10 byłem w Zakładzie Aktywności Zawodowej. Mam tam spotkania z osobami z niepełnosprawnościami jako psycholog. Prowadzimy treningi w radzeniu sobie z różnymi sytuacjami, rozmawiamy o problemach. To jest jeden obszar mojej pracy.

Ale myślę, że bardzo chciałbym opowiedzieć o Centrum Usług Środowiskowych. CUŚ, obok Zakładu Aktywności Zawodowej i Warsztatów Terapii Zajęciowej, jest częścią projektu, w którym uczestniczę od dwóch lat, a którego pomysłodawczynią i główną zarządzającą jest Henryka Sokołowska. Superpomysł, superinicjatywa, superprojekt. Centrum Usług Środowiskowych to ogromny dom, gdzie w tym momencie mieszka 12 osób. To osoby, które z powodu niepełnosprawności albo choroby mają trudności z funkcjonowaniem w społeczeństwie. W momencie gdy ich prawny opiekun umiera, zostają bez środków do życia i umiejętności radzenia sobie w codzienności. Do tego często bywa tak, że są dyskryminowane, a ich potrzeby są zaniedbywane. My zapewniamy im mieszkanie treningowe i w nieograniczonym czasie uczymy ich umiejętności potrzebnych do samodzielnego życia. Każda z tych osób ma przydzielonych asystentów, którzy wspierają ją 24 godziny na dobę. Towarzyszymy jej podczas wizyty u lekarza, w urzędzie, przy robieniu zakupów, prasowaniu. Trwa to do momentu, aż stanie się w pełni zdolna do samodzielnego życia. Wtedy ją wypuszczamy. Może opuścić CUŚ.

Ale wypuszczacie dokąd?

Staramy się zapewnić tej osobie dodatkowe zaplecze. W postaci mieszkania i asystenta osobistego, który wszystkiego dogląda. Do tego jeszcze ta osoba ma zapewnioną pracę albo w Warsztatach Terapii Zajęciowej, albo w Zakładzie Aktywności Zawodowej.

W Centrum Usług Środowiskowych prowadzimy też mieszkania wspierane. Są to mieszkania udostępniane rodzinom, w których jeden z członków wymaga stałej opieki. W sytuacji kiedy, przykładowo, matka potrzebuje wyjechać i nie może w tym czasie zajmować się synem, zgłasza się do nas, a my przydzielamy synowi pokój i asystenta.

Czyli pracujesz też z opiekunami osób z niepełnosprawnościami, jakoś je wspierasz?

Tak, już tłumaczę: Ja sam jestem asystentem. Mam pod opieką swoje grono. Jestem tam również psychologiem. Współpracujemy z asystentami rodziny. Tak że jest to taka kompleksowa, interdyscyplinarna pomoc osobom z niepełnosprawnościami. Bo w naszym Centrum, oprócz asystentów i psychologa, dyżuruje prawnik. Była też seksuolog, ale chyba skończyły się środki.

Właśnie. Skąd bierzecie na to pieniądze?

Ze środków unijnych. Ale tu moja wiedza się kończy. Bosem jest pani Henryka, ona wszystkim zarządza. Jest niesamowicie skuteczna.

Z panią Henryką wiąże się historia, którą warto opowiedzieć. Kiedy kilkadziesiąt lat temu pani Henryka poszła pierwszy raz do urzędu ze swoim pomysłem i chciała dowiedzieć się, gdzie znajdzie osoby z niepełnosprawnościami. Zgadnij, co powiedzieli w urzędzie?

Że w piwnicach?

Powiedzieli, że w naszym powiecie nie ma osób z niepełnosprawnościami. Nie ma się kim zajmować. Ale podkreślam, to było dość dawno temu. [wtedy pani Henryka pocztą pantoflową znalazła 9 osób w jednej tylko miejscowości, a obecnie jest blisko 300 beneficjentów wszystkich projektów].

Powiedz, na podstawie twojej obserwacji psychologicznej, z jakimi problemami mierzą się osoby z niepełnosprawnościami? Czy to są te same problemy, z jakimi przychodzą przeciętni ludzie?

Obowiązuje mnie tajemnica zawodowa, więc będę mówił ogólnikowo. Przede wszystkim ich potrzeby są zaniedbywane. Wszelkiego rodzaju. Potrzeby bezpieczeństwa, uwagi. Też bardzo istotny element: potrzeby seksualne. Mnóstwo obszarów jest zaniedbywanych.

Czy miałbyś jakąś wizję konkretnych działań, które należałoby podjąć, żeby tę sytuację skutecznie poprawić?

Temat jest bardzo złożony. Trzeba by działać bardzo głęboko. Już od czasów szkolnych. Kluczowa w tym momencie jest edukacja. Żeby zmienić myślenie ludzi. To jest proces nie na rok, nie na dwa, tylko taki, który będzie trwał latami.

A jakie są błędy w myśleniu osób w pełni sprawnych na temat osób z niepełnosprawnościami, według ciebie?

Myślę, że takie przekonanie, że te osoby z racji swojej niepełnosprawności mają mniejsze potrzeby. Albo w ogóle ich nie mają. Te potrzeby są niezauważane. Jest to niewygodny temat dla takiego szarego Kowalskiego. Myślę, że to wynika z braku wiedzy. Człowiek ma taką naturę, że to, co nieznane, budzi lęk.

Jakie są trudne momenty tej pracy?

Trudne moment. Myślę, że dramaty, jakich doświadczają osoby z niepełnosprawnościami, na które nie mamy wpływu.

Nie możesz mi opowiedzieć konkretnej historii, prawda?

Niestety.

A w jakich momentach tej pracy czujesz się najbardziej szczęśliwy?

Jest wiele takich momentów i dni. Jak mówiłem na wstępie, ta praca daje mi dużo radości. Ale pamiętam, jak. w Zakładzie Aktywności Zawodowej spotkałem osobę, która opuściła już Centrum Usług Środowiskowych i ona powiedziała mi bardzo ważną rzecz. Powiedziała, że pobyt w tym miejscu zmienił jej życie. Zmienił jej życie na lepsze. Cieszy się z życia, czego wcześniej nie potrafiła. Dla takich momentów się żyje.

Co jeszcze daje ci ta praca?

Pamiętam, jak szedłem na studia, powiedziałem sobie, że będę szczęśliwy, kiedy pomogę, chociaż trochę, jednej osobie. Myślę, że ta praca zaspokaja mi taką altruistyczną potrzebę pomagania.

A czy zacząłeś dzięki niej jakoś inaczej postrzegać swoje życie, doceniłeś je bardziej, nabrałeś dystansu do swoich problemów?

Podchodzę do swojego cierpienia i do cierpienia innych osób bardzo indywidualnie. Myślę, że każdy jakichś trudności w życiu doświadczył. Zauważ, że niekiedy cierpienie, z którym ty poradziłabyś sobie bardzo dobrze, dla innego człowieka będzie nie do zniesienia. To są predyspozycje indywidualne.

Czyli porównywanie swoich problemów z problemami innych nie ma sensu? Myślę o popularnym: „Weź, przestań, inni mają gorzej!”.

Kojarzę tę frazę z osobami w depresji, oni ją często słyszą.

Myślę, że jeżeli jakaś osoba mówi ci: „Weź się w garść, inni mają gorzej” nie wie, jak ci pomóc. Konfrontuje się z własną bezradnością. I żeby zmniejszyć napięcie, jakie się w niej kumuluje, potrzebuje powiedzieć cokolwiek, żeby stworzyć iluzję udzielania pomocy i poczuć się lepiej dzięki temu.

Powiedziałeś na początku, że zaczynasz w życiu jakieś nowe działania, ale to nie znaczy, że zrezygnujesz z tej pracy? Wyobrażasz sobie, że za 10 lat nadal będziesz robił to, co robisz?

Myślę, że będę to robił do końca życia.

Instagram Dawida: https://www.instagram.com/scigaladawid/ Strona internetowa Stowarzyszenia: http://sikos.org.pl/ Facebook Zakładu Aktywności Zawodowej w Wieruszowie: https://www.facebook.com/zazwieruszow/

Stowarzyszenie, w którym pracuje Dawid, można wspierać 1% podatku:

KRS 0000192452 dopisek Stowarzyszenie Integracyjne „Klub Otwartych Serc”

Beata Ebert

Autor: Beata Ebert

Mówią mi Beti, ale to niewiele mówi. „Gleba” byłaby ksywą znaczącą. Bo jakoś tak silnie ciągnie mnie do ziemi i trudno mi utrzymać pion. Często sprawdzam, czy chodnik jest właściwie wypoziomowany. Kiedy dopuszczą konkurencję sportową: bicie głową o glebę, zdobędę medal. Z ziemniaka.
Możesz zobaczyć mnie, jak trzymam klasę, klęczącą przed drzwiami, lodówką, śmietnikiem czy kasą.

Lubię składać słowa i stykać znaczenia. Nieumiejętność liczenia zmusza mnie do płacenia kartą.

Każde wyjście to dla mnie wyprawa. Do dżungli. W nocy. Bez maczety. Z chińskim przewodnikiem.

Nie pójdę do nieba, bo boję się schodów i wysokości. Winda akurat będzie pewnie w naprawie. Mogę smażyć się w piekle. Ale tylko na głębokim oleju. I jeżeli obok będzie smażyć się karkóweczka.

Gdybym powiedziała, że nie biegam, skłamałaby: nigdy nawet nie biegłam. Ale mówię biegle. Po pongielskiemu.

Jeśli chcesz mnie lepiej poznać, zatrzymaj się albo idź obok mnie. Nie wyprzedzaj, bo nie zdołam Cię dogonić. Nie idź też za mną, bo oboje się zgubimy. Możesz mnie czasem podwieźć. Ale nie zawieść ani zwodzić.

Jeśli chcesz pokazać mi, że mnie lubisz, daj mi swój czas. Nie próbuj pomóc, próbuj zrozumieć. I bądź cierpliwy.

Kojarzysz taką nalepkę na paczkach i przesyłkach: „Uwaga, szkło!”? Ja powinnam nosić taką z napisem: „Uwaga, czujący człowiek!.” Przez to proszę, zostaw ostre słowa, uszczypliwe komentarze i szpile przed wejściem na ten blog, a wszystkim nam będzie tu dobrze i bezpiecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *