Kategorie
Wszystkie wpisy

Bez związku o związkach

Jesteś świetną dziewczyną i mógłbym z tobą być, gdybyś nie była niepełnosprawna.”

Jesteś wspaniała i na pewno kogoś znajdziesz. Ja nie jestem gotowy na bycie z dziewczyną z niepełnosprawnością”

Powyższe rzeczywiście usłyszałam. Ale też to:

Gdybym ja była facetem…”

Gdybyś ty była lesbijką…”

Gdybym nie był gejem…”

Gdybym nie miał żony/dziecka…”

Gdybym nie był z X…”

Gdybym tylko był młodszy…”

I na tej podstawie wiem, że problem leży we mnie. Nie w niepełnosprawności czy ludziach. We mnie. Ja po prostu wybieram niedostępnych. Nieosiągalnych. Bo tak jest bezpiecznie. Nie za blisko, nie za intymnie. Ale już na tyle blisko, że mogę się ćwiczyć w relacjach damsko-męskich. W ten sposób nabieram doświadczenia, ale nikt mnie nie odrzuci, nie zrani, nie oszuka. Nie przestanie kochać. A ja tak bardzo potrzebuje być kochana. Jednak mam przeświadczenie, że bliski związek to ból i cierpienie. I taki kolejny, dodatkowy i niepotrzebny trud. To akurat z DDA wynika, wcale nie z niepełnosprawności. To może się wydawać przykre. Mnie jednak cieszy fakt, że nie wszystko w moim życiu definiuje niepełnosprawność. Są też inne czynniki.

Od dzieciństwa tak miałam. Mało było Piotrków z 3d. W sumie to był jeden. Reszta to: Gabriel Fleszar (piosenkarz), Bartek Kurek (siatkarz), Aleksander Domagarov (Bohun), Penelope Cruz (nie trzeba przedstawiać). Jeśli spełniał jeden z tych trzech warunków: 1. Nie wiedział o moim istnieniu. 2. Sam nie istniał. 3. Był w inny sposób stuprocentowo nieosiągalny.

Wtedy to nadawał się idealnie.

A potem to już zainteresowanie przeszło w jakichś zajętych, starszych czy skomplikowanych, niestabilnych i z problemami. Żebym mogła próbować ich naprawiać (to też DDA).

Ale wracając do niepełnosprawności i związków. Prawie 80 proc. mężczyzn niepełnosprawnych ma pełnosprawne żony. Związki niepełnosprawnych kobiet z pełnosprawnymi mężczyznami rozpadają się o wiele częściej. Społeczeństwo to warunkuje. Mężczyzna zdobywa kobietę. Kobieta jest jego trofeum. Świadczy o nim. A o czym świadczy niepełnosprawna kobieta? O tym, że najwyraźniej nie stać go na nikogo lepszego. Sam musi być jakiś felerny. Kobiety za to mogą mieć męża z niepełnosprawnością, bo kobieta się opiekuje i troszczy. Najbardziej zależy jej na poczuciu bezpieczeństwa, mniej na fizyczności.

Lepsze rokowanie mają związki, gdzie oboje partnerów ma jakąś niepełnosprawność. Bo dzielą wtedy wspólne doświadczenia i oczekiwania. Być może. Sama nigdy nie byłam zakochana w nikim z niepełnosprawnością. Pewnie jakoś tak podświadomie uważam ich za gorszych. Tak jak i siebie. A może to przez to, że bardzo długo nie miałam i nie chciałam mieć kontaktu z osobami z niepełnosprawnościami. Widziałam w nich mnie, a wcale nie chciałam taka być. Chciałam być zaliczana do większości. Do normy. Ale na randkach byłam. I nie mam dobrych doświadczeń. Na pierwszej randce z chłopakiem na wózku byłam otwarcie oceniana pod względem tego, czy dam radę zastąpić mu matkę. Uważał mnie za supersprawną. Swoją drogą, to bardzo ciekawe, że stopień niepełnosprawności może zależeć od perspektywy.

Z moich doświadczeń z pełnosprawnymi też wynikają ciekawe spostrzeżenia

Obserwuję, że mężczyźni rosną w oczach innych, spędzając czas ze mną. Wychodzą na dobrych, opiekuńczych i czułych na krzywdę. Dobry przyszły ojciec, bo zaopiekuje się słabszym. Jeśli ma dziewczynę, a wyjdzie ze mną, to ona nie jest zazdrosna. Przeciwnie – chłopak punktuje u niej. Pewnie myśli taka, że dobrze wybrała. Bo będzie przy niej nawet, kiedy będzie już stara i niedołężna. Ciekawi mnie ten brak zazdrości. Może to wynika z postrzegania osób niepełnosprawnych jako aseksualnych i nieatrakcyjnych. Bo to przecież wieczne dzieci. Nie w głowie im seks, kiedy mają problem z włożeniem butów. Tylko rehabilitacja i usprawnianie. A może to ten stereotyp, który każe myśleć, że osoba z niepełnosprawnością jest tylko dobra, łagodna i szczera. Ogólnie niezdolna do niczego złego. A przecież kije czy kule nie predestynują mnie do świętości. Nie mówię, że rozwalam związki. Nie rozwalam. Ani nie buduję. Ale zastanawiam się, skąd wynika pewność dziewczyn, przecież im tego nie mówię. Jeżeli z zaufania do faceta, to świetnie. Jeżeli stąd, że nie widzą we mnie rywalki, to trochę smutno.

Kiedy jesteśmy gdzieś w parku czy restauracji, ktoś może podejść i poklepać po plecach faceta, który jest ze mną. Bo to taki bohater przecież jest. Tak się poświęca, że wychodzi ze mną. A mógłby inwestować ten czas w swój przyszły związek z dziewczyną, zamiast spędzać go z kaleką. Oklaski!

Moja niewchodzenie w związki może wynikać też z tego, że nie kojarzę związku z poczuciem bezpieczeństwa i postrzegam siebie jako potencjalną ofiarę. Nie jest to znowu takie bezpodstawne. Kobiety niepełnosprawne są w większym stopniu narażone na przemoc niż kobiety pełnosprawne. A to ze względu na fizyczną, ekonomiczną, społeczną lub psychiczną zależność od innych. W przypadku występowania przemocy domowej niepełnosprawne kobiety pozostają ze sprawcą prawie 2 razy dłużej niż osoby pełnosprawne.

Poza tym boję się niechcianej ciąży. Zawsze sobie myślałam, o ile osoby niehetero muszą mieć lepszy seks dzięki temu, że nie muszą się zastanawiać, czy coś im akurat nie pęknie. Albo czy tym razem nie zmieszczą się jak ulał w ten jeden procent. Przestałam tak myśleć w momencie, w którym poznałam chłopaka, co tak samo jak ja ciąży, bał się zarażenia wirusem HIV.Jakoś mnie to pociesza. I smutno mi, że mnie to pociesza.

Beata Ebert

Autor: Beata Ebert

Mówią mi Beti, ale to niewiele mówi. „Gleba” byłaby ksywą znaczącą. Bo jakoś tak silnie ciągnie mnie do ziemi i trudno mi utrzymać pion. Często sprawdzam, czy chodnik jest właściwie wypoziomowany. Kiedy dopuszczą konkurencję sportową: bicie głową o glebę, zdobędę medal. Z ziemniaka.
Możesz zobaczyć mnie, jak trzymam klasę, klęczącą przed drzwiami, lodówką, śmietnikiem czy kasą.

Lubię składać słowa i stykać znaczenia. Nieumiejętność liczenia zmusza mnie do płacenia kartą.

Każde wyjście to dla mnie wyprawa. Do dżungli. W nocy. Bez maczety. Z chińskim przewodnikiem.

Nie pójdę do nieba, bo boję się schodów i wysokości. Winda akurat będzie pewnie w naprawie. Mogę smażyć się w piekle. Ale tylko na głębokim oleju. I jeżeli obok będzie smażyć się karkóweczka.

Gdybym powiedziała, że nie biegam, skłamałaby: nigdy nawet nie biegłam. Ale mówię biegle. Po pongielskiemu.

Jeśli chcesz mnie lepiej poznać, zatrzymaj się albo idź obok mnie. Nie wyprzedzaj, bo nie zdołam Cię dogonić. Nie idź też za mną, bo oboje się zgubimy. Możesz mnie czasem podwieźć. Ale nie zawieść ani zwodzić.

Jeśli chcesz pokazać mi, że mnie lubisz, daj mi swój czas. Nie próbuj pomóc, próbuj zrozumieć. I bądź cierpliwy.

Kojarzysz taką nalepkę na paczkach i przesyłkach: „Uwaga, szkło!”? Ja powinnam nosić taką z napisem: „Uwaga, czujący człowiek!.” Przez to proszę, zostaw ostre słowa, uszczypliwe komentarze i szpile przed wejściem na ten blog, a wszystkim nam będzie tu dobrze i bezpiecznie.

3 odpowiedzi na “Bez związku o związkach”

Nie wiem skąd trafiłam na tego bloga, ale przeczytałam kilka artykułów.
Nie jestem niepełnosprawna. Nawet nikogo tekiego nie mam w swoim otoczeniu. Nie jestem też DDA. Ale wszystkie Twoje teksty są mi jakoś bardzo bliskie. Szczególnie ten. Mimo że mam cudownego męża od wielu lat – jakoś nie potrafię w 100% zaufać. Nie jemu (on jest cudowny), ale… ogólnie światu. Boję się że jak w 100% oddam swoje serce to będzie bardzo, bardzo złamane, gdy cokolwiek pójdzie nie tak, jak powinno. Prócz tego wyrzuty sumienia – czy ja jestem wystarczająca? Czy potrafię sprostać miłości? Czy może powinnam dawać od siebie więcej – ale nie umiem? Zawsze próbuję jakoś nadrabiać… wiecznie czuję niedosyt – że powinnam mocniej, bardziej, cieplej, łagodniej… i w związku, i w przyjaźni, a nawet w stosunku do zwierząt. Brzmi dziwnie, ale myślę że rozumiesz 🙂 Więc jednoczę się w tych wszystkich przemysleniach i pozdrawiam z głębi serca.

Mam ochotę Cię przytulić. Po pierwsze cieszę się i jestem trochę zaskoczona, że w tym, co piszę potrafią się odnaleźć ludzie poza kręgiem ludzi z niepełnosprawnością.Chociaż tak naprawdę takie było założenie, pokazać, że mamy takie same potrzeby pragnienia i problemy, jak każdy tylko do tych „standardowych” dochodzą jeszcze te związane z niepełnosprawnością. Tylko nie spodziewałam się, że to się uda, bo jednak każdy wpis ta niepełnosprawność przenika. Stąd, cieszę się bardzo, że udaję mi się to osiągąć. Poza tym ja też odnajduję się w tym, co napisałaś, rozumiemy się zupełnie, szczególnie te wyrzuty sumienia mi nie obce i obwinianie siebie. Mam wrażenie że nawet w przyjaźń nie umiem i muszę się uczyć, bo zawsze z mojej strony w którymś momencie przyjdzie faza oddalenia, kiedy się nie odzywam,nie utrzymuję kontaktu. Porzucam, żeby mnie nie porzucono. Mi wiele w tej kwestii rozjaśniła książka: Niekochalni. Lęk przed bliskością – Andrzej Gryżewski, Sylwia Sitkowska
Również pozdrawiam i obyśmy to przełamały
Beata

Znajduję siebie w każdym Twoim wpisie.
Zmęczenie i przytłoczenie ludźmi gdy trzeba z nimi zbyt często przybywać (chodź z pozoru niby taka „otwarta, radosna i optymistyczna ze mnie osoba”), potrzeba odreagowania po takich spotkaniach… oddalanie się od ludzi w strachu przed bliskością i niesprostaniem w relacjach… Poczucie obowiązku wysłuchiwania innych (bo przecież będzie im wtedy lżej – i co z tego że ja później przez tydzień nie śpię bo przeżywam ich problemy).
Również życzę Ci poznawania siebie, dochodzenia do tego co dla Ciebie najlepsze, życia zgodnie ze sobą, zwiększenia pokładów asertywości. I cudownych ludzi w koło – oni jednak dużo pozytywnego potrafią wnieść 🙂
Dziękuję za polecenie książki – sięgnę po nią 🙂 I śledzę bloga dalej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *