Kategorie
Wszystkie wpisy

Przystojny pijany i pani z krzyżykiem

Wchodzę do parku, siadam na pierwszej z brzegu ławce, żeby włączyć sobie audiobook i tym samym wydłużyć spacer. Kiedy jedno moje oko podąża za palcem przesuwającym na ekranie tytuły książek, drugie dostrzega pana. Pan wyróżnia się spośród ludzi sunących główną aleją tym, że nie trzyma się ścieżki – zatacza się w bok między drzewa. Jego ruchy są nieskoordynowane, mam wrażenie, że za chwilę zderzy się z topolą. Tak się jednak nie dzieje, bo w tym momencie mnie zauważa. Zatrzymuje się i prostuje, jakby coś go olśniło. Ja nie chcę kontaktu. Uciekam wzrokiem, a żeby dodatkowo wzmocnić przekaz, wstaję i odwracam się od niego. Ale już wtedy wiem, że to na nic. Że zaatakuje. Jeszcze jest daleko, jeszcze nie wiem tego na pewno, a już czuję strach. Nie mylę się, podchodzi i zagaduje:

– Przepraszam, czy mogę pani potowarzyszyć?

– Dlaczego chce mi pan towarzyszyć? – pytam, licząc, że jak wyjaśni mi swoje intencje, uspokoję się.

– Nie wiem. Dokąd pani idzie?

– Spaceruję i nie chcę, żeby pan mi towarzyszył, boję się pana, wzbudza pan mój lęk – stwierdzam zupełnie otwarcie.

– Boi się pani, bo jestem złym człowiekiem.

Mocne. Mimo to cieszę się, że on jakoś potwierdza moje odczucia. Miewam takie lękowe reakcje i często zastanawiam się, czy nie są nadmiarowe, czy są adekwatne. W następnej kolejności przez głowę przelatuje mi zasada, że jak ktoś ci mówi, że jest zły, albo że cię skrzywdzi, uwierz mu, nie zmieni się pod twoim wpływem. Zdążam też pomyśleć, że popełniłam błąd. Nie powinnam mówić, że spaceruję, tylko że na kogoś czekam, żeby go nie utwierdzać w tym, że nikogo ze mną nie ma.

– Proszę mnie zostawić – mówię bez zatrzymywania się. Staram się na niego nie patrzeć.

Po kilku krokach orientuję się, że nie ma go obok mnie. Mam wrażenie, że odpuścił, chociaż wolę się nie rozglądać. Skupiam wzrok na tabliczce z opisem kasztana. Wraca spokój. Nie trwa jednak długo, bo po chwili wzdrygam się na dźwięk jego głosu:

– Ja nie będę szedł z panią, po prostu sobie idę.

Postanawiam go ignorować. Przestać wchodzić z nim w interakcje, żeby go zniechęcić. Nie wytrzymuję jednak długo, widząc, że on uparcie dotrzymuje mi kroku.

– Pan idzie moim tempem. To nie jest pana tempo. Proszę odejść, pan jest pijany.

– Pewnie to czuć – stwierdza. – Tak, jestem pijany. Ale to nie znaczy, że jestem zły.

Fakt, nie ma bezpośredniej korelacji, myślę sobie. On mówi dalej:

– Wiem, że tak powiedziałem, ale mam dobre serce.

Przynajmniej nie próbuje mi wmówić, że nie powiedział tego, co powiedział, to dobrze, ale ciągle przekracza moje granice, to źle. Oglądam się po ludziach i zastanawiam, kogo poprosić o pomoc i czy zrobić to już teraz, czy jeszcze poczekać.

Ja analizuję, on mówi:

– A ty zupełnie nic nie widzisz? Kojarzyłem, że osoby niewidome mają białe kije, twoje są czarne, dlaczego?

Nie odpowiadam. Uśmiecham się. Rozbawienia pomieszanego ze strachem jeszcze w życiu nie czułam. Tymczasem on zaczyna opisywać mi otoczenie:

– Wiesz, za dziesięć kroków będzie skrzyżowanie, takie dla pieszych. Po prawej stronie jest bar, ten z drewnianą figurą.

Zauważam, że mówi elokwentnie i że dobrze oszacował kroki – moje dziesięć, zwyczajnych cztery. Omawia jeszcze wygląd drzew i liści, robiąc przy tym szeroki gest ręką, jakby wszystko ogarniał. Nie podążam za gestem, patrzę w siebie. Oceniam, że nadal się go boję, ale zauważam też, że pojawiła się we mnie ciekawość. Czy on naprawdę myśli, że jestem niewidoma? Czy będzie próbował to jakoś wykorzystać?

Dochodzimy do skrzyżowania, skręcam w lewo, nie czekając na jego instrukcje, chociaż zastanawiałam się przez chwilę, czy nie pograć, na co on:

– Znasz drogę na pamięć, prawda?

Drżącymi ustami powstrzymuję parsknięcie, tłumiony śmiech słychać przez nos. Nie wiem, czy wydałam się w ten sposób, czy nie, on zdaje się tego nie zarejestrował, przeszedł z mojego tematu na swój:

– Przegrałem w życiu bardzo duże pieniądze, które mógłbym przeznaczyć na pomoc ludziom podobnym do ciebie – mówi i widzę jak wyciąga rękę w kierunku mojego łokcia.

– Proszę mnie nie dotykać! – protestuję. – Od uśmiechu przechodzę prawie do płaczu w sekundy.

– Schodzisz z drogi, wchodzisz w piach, chciałem…

Faktycznie. Spostrzegł to. Ja nie zauważyłam tego wcześniej, oddalałam się podświadomie.

– Odsuwam się od pana, bo jest pan za blisko, proszę odejść!

Pierwszy raz mnie słucha, idzie do przodu, ja zakręcam i zaczynam iść w przeciwnym kierunku. Spodziewałam się, że za chwilę pojawi się obok mnie, odwracam głowę, żeby sprawdzić. Patrzy na mnie, ale się nie rusza.

Ufff. Idę. Przechodzę, dosłownie, z dwadzieścia metrów, widzę stragan Ruchu Światło-Życie. Jest niedziela, słoneczny dzień, jestem pośród tabuna ludzi, słyszę:

– Przepraszam, mogę zająć pani chwilę?

Pani z jakimś kwestionariuszem szeroko się do mnie uśmiecha. Spośród tego tabuna ludzi wybrała akurat mnie.

– Nie – ucinam.

Ona, w odróżnieniu od pijanego, wycofuje się od razu. Bez słowa. Doceniam to. Ale zostaję z poczuciem bycia łatwym celem. Ofiarą. Jak nie alkoholika-hazardzisty, to sekty.

Beata Ebert

Autor: Beata Ebert

Mówią mi Beti, ale to niewiele mówi. „Gleba” byłaby ksywą znaczącą. Bo jakoś tak silnie ciągnie mnie do ziemi i trudno mi utrzymać pion. Często sprawdzam, czy chodnik jest właściwie wypoziomowany. Kiedy dopuszczą konkurencję sportową: bicie głową o glebę, zdobędę medal. Z ziemniaka.
Możesz zobaczyć mnie, jak trzymam klasę, klęczącą przed drzwiami, lodówką, śmietnikiem czy kasą.

Lubię składać słowa i stykać znaczenia. Nieumiejętność liczenia zmusza mnie do płacenia kartą.

Każde wyjście to dla mnie wyprawa. Do dżungli. W nocy. Bez maczety. Z chińskim przewodnikiem.

Nie pójdę do nieba, bo boję się schodów i wysokości. Winda akurat będzie pewnie w naprawie. Mogę smażyć się w piekle. Ale tylko na głębokim oleju. I jeżeli obok będzie smażyć się karkóweczka.

Gdybym powiedziała, że nie biegam, skłamałaby: nigdy nawet nie biegłam. Ale mówię biegle. Po pongielskiemu.

Jeśli chcesz mnie lepiej poznać, zatrzymaj się albo idź obok mnie. Nie wyprzedzaj, bo nie zdołam Cię dogonić. Nie idź też za mną, bo oboje się zgubimy. Możesz mnie czasem podwieźć. Ale nie zawieść ani zwodzić.

Jeśli chcesz pokazać mi, że mnie lubisz, daj mi swój czas. Nie próbuj pomóc, próbuj zrozumieć. I bądź cierpliwy.

Kojarzysz taką nalepkę na paczkach i przesyłkach: „Uwaga, szkło!”? Ja powinnam nosić taką z napisem: „Uwaga, czujący człowiek!.” Przez to proszę, zostaw ostre słowa, uszczypliwe komentarze i szpile przed wejściem na ten blog, a wszystkim nam będzie tu dobrze i bezpiecznie.