Kategorie
Wszystkie wpisy

Niepełnosprawność to nie koniec, to zmiana

Nie chcę tu motywować ani inspirować. Nie piszę po to, żebyś patrząc na mnie docenił to, co masz, dostrzegał swoje szczęście i myślał: nie mam tak najgorzej, mógłbym być nią. Może żyjesz z niepełnosprawnością. Być może kiedyś doświadczysz jakiejś. Na pewno już teraz znasz kogoś, kogo dotknęła. Chciałabym, żebyś przestał się jej bać. Niepełnosprawność nie równa się ciągłemu nieszczęściu i cierpieniu. Nawet jeżeli teraz tak się z nią czujesz, to nie oznacza, że tak już będzie zawsze. Sytuacja stanie się łatwiejsza z czasem, kiedy przywykniesz, opanujesz nowe sposoby poruszania się w rzeczywistości. Niepełnosprawność nie oznacza bycia niepełnym człowiekiem. Nic, co stanowi o Tobie i Twojej wartości nie zostaje Ci zabrane. Choćbyś obudził się bez ręki i nogi, stracił możliwość wykonywania dotychczasowego zawodu, musiał sprzedać ulubiony motocykl, to nadal będziesz Ty – ze swoimi – ludzkimi! – pragnieniami, potrzebami, aspiracjami. Nie jesteś prawnikiem czy piekarzem. Ani swoim motocyklem. Dlatego nie przestaniesz istnieć z chwilą zaprzestania swojej dotychczasowej pracy. Czy ze zmianą sposobu przemieszczania się.

Może znane Ci narzędzia przestaną służyć. Ale po jakimś czasie zobaczysz , że można, przy pomocy innych narzędzi, osiągać te same cele. Jest wiele dróg do szczęścia i satysfakcji. Staniesz – choćbyś siedział albo leżał – przed możliwością odkrycia nowej życiowej drogi, nowej pasji. Dowiesz się przy okazji, że masz umiejętności i możliwości, o jakich nie miałeś pojęcia. Poznasz do tej pory ukryte aspekty swojej osobowości. I przekonasz się, że jesteś elastyczniejszy, niż Ci się wydaje.

Chciałabym, żeby ludzie przestali postrzegać osoby z niepełnosprawnościami skrajnie, w dwóch kategoriach: taka osoba albo cierpi, jest udręczona i potrzebuje pomocy, albo nurkuje na wózku w oceanie z delfinami, by następnie przemierzyć pustynię na protezie z kartonu. Nie jest prawdziwym człowiekiem. Nie bywa Twoim nauczycielem, partnerem, instruktorem tańca, czy kolegą z zajęć crossfit. Jest inspiracją lub przestrogą. Mówię o tych wszystkich zdjęciach i filmach, na których ktoś maluje, trzymając pędzel w ustach. Albo biega na protezie wydrukowanej w drukarce 3D, a pod spodem napis.On może. Jaka jest Twoja wymówka? Albo: Bariery są tylko w głowie. Wszystko, by motywować i zawstydzać osoby pełnosprawne ( i nie). Tak, żeby czuły wyrzuty sumienia, oglądając swój ulubiony serial na kanapie i miały przy tym zupełną i ostrą świadomość tego, że marnują swoje życie i pełnie swoich możliwości. To uprzedmiotowiające i ograniczające traktowanie. Nie wiem, jaki jest sens tego, że żyję, ale na pewno nie jest nim bycie narzędziem. Nie jestem moją niepełnosprawnością Nie odmawiajcie mi złożoności i wieloaspektowości bycia człowiekiem. Przez niepełnosprawność nie jestem ani inna, ani wyjątkowa. Jestem przeciętna. Tylko poruszam się inaczej. Ja też mam swój ulubiony serial. Tracę czas na Facebooku. Mam też problem ze wstaniem z łóżka w poniedziałek rano, bo czuję ciężkie wyrzuty sumienia, że zjadłam całą pizzę poprzedniego wieczoru. Denerwuje mnie tłok w autobusie i cieszy nieoczekiwania ludzka życzliwość. Jak każdy próbuję tworzyć relacje, zakochuję się nieszczęśliwie, szukam swojego miejsca, sprawdzając, gdzie pasuję.

Chciałabym móc wyjść i nie słyszeć od przypadkowych osób „Podziwiam Cię” czy „Szacunek” tylko dlatego, że wyszłam z domu albo robię zakupy w sklepie, a nie siedzę zamknięta w piwnicy. Żyję z tym ciałem już dość długo. Na tyle długo, by znać i umieć wykorzystywać jego możliwości i radzić sobie z ograniczeniami. To nie wyczyn, to naturalne i konieczne. To zwykłe przystosowanie i korzystanie z tego, co jest dostępne. Nic ponad. Robisz dokładnie to samo ze swoim ciałem. I robiłbyś też jako osoba niepełnosprawna. Może takie komentarze wynikają z poczucia osoby pełnosprawnej, że gdyby była na moim miejscu, toby sobie nie poradziła. Bo trudno sobie wyobrazić, że czynności, które przychodzą tak naturalnie i automatycznie, że nie trzeba się nad tym zastanawiać, w ogóle można robić jakoś inaczej. Można. Możliwości adaptacyjne człowieka są duże. Też nauczyłbyś się trochę innych sposobów, gdybyś nie miał innego wyjścia. I nie byłoby w tym wielkiej Twojej zasługi. Tak samo jak nie ma mojej.

Beata Ebert

Autor: Beata Ebert

Mówią mi Beti, ale to niewiele mówi. „Gleba” byłaby ksywą znaczącą. Bo jakoś tak silnie ciągnie mnie do ziemi i trudno mi utrzymać pion. Często sprawdzam, czy chodnik jest właściwie wypoziomowany. Kiedy dopuszczą konkurencję sportową: bicie głową o glebę, zdobędę medal. Z ziemniaka.
Możesz zobaczyć mnie, jak trzymam klasę, klęczącą przed drzwiami, lodówką, śmietnikiem czy kasą.

Lubię składać słowa i stykać znaczenia. Nieumiejętność liczenia zmusza mnie do płacenia kartą.

Każde wyjście to dla mnie wyprawa. Do dżungli. W nocy. Bez maczety. Z chińskim przewodnikiem.

Nie pójdę do nieba, bo boję się schodów i wysokości. Winda akurat będzie pewnie w naprawie. Mogę smażyć się w piekle. Ale tylko na głębokim oleju. I jeżeli obok będzie smażyć się karkóweczka.

Gdybym powiedziała, że nie biegam, skłamałaby: nigdy nawet nie biegłam. Ale mówię biegle. Po pongielskiemu.

Jeśli chcesz mnie lepiej poznać, zatrzymaj się albo idź obok mnie. Nie wyprzedzaj, bo nie zdołam Cię dogonić. Nie idź też za mną, bo oboje się zgubimy. Możesz mnie czasem podwieźć. Ale nie zawieść ani zwodzić.

Jeśli chcesz pokazać mi, że mnie lubisz, daj mi swój czas. Nie próbuj pomóc, próbuj zrozumieć. I bądź cierpliwy.

Kojarzysz taką nalepkę na paczkach i przesyłkach: „Uwaga, szkło!”? Ja powinnam nosić taką z napisem: „Uwaga, czujący człowiek!.” Przez to proszę, zostaw ostre słowa, uszczypliwe komentarze i szpile przed wejściem na ten blog, a wszystkim nam będzie tu dobrze i bezpiecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *